Zespoły
 
Wydawcy
 

Tim Barry - 28th & Stonewall CD

Tim Barry - 28th & Stonewall CD
Kliknij żeby powiększyć
Cena: 28.00zł
Producent: Chunksaah Records

Trzecia, (albo nawet czwarta jesli policzyć demo) pieśniarsko-folkowa płyta wokalisty Avail. Jak każda z poprzednich chwyta za gardlo, bo to szczery chłop jest.  (Chunksaah Records)

1     Thing Of The Past
2     Bozeman
3     Gabriel Intro
4     Prosser's Gabriel
5     Walk 500 Miles
6     No BS Warm Up
7     Will Travel
8     Moving On Blue
9     Downtown VCU
10     Short G'Bye
11     11/7
12     With Ease I Leave
13     (Momento Mori)
14     Bus Driver

recenzja Pasażer # 27
TIM BARRY - 28th & Stonewall
Temu panu kibicuję od lat. I mój afekt nie słabnie, choć muszę się powtórzyć, że wolałbym, reaktywowany Avail, którego był wokalistą, a takie płyty to w ramach weekendowego oddechu. Serce w obu przypadkach podobne, ale mi brakuje jednak tej energetyki z fuzzów i perkusji... Jednak bliższa koszula ciału. Choć Tomowi w wersji bardowskiej nic nie brakuje.
Podobno wydawanie jego albumów zaczęło się zupełnie przypadkiem, kiedy kawałki które Tim grał tylko znajomym i tylko w kuchni, usłyszał koleżka z wytwórni Suburban Home i namówił go, żeby je wydać. Tak powstała pięć lat temu płyta „Laurel ST. Demo”.
„28th & Stonewall” to trzeci studyjny album Barrye’go nie licząc tamtego demo. Wszystkie piosenki napisał i nagrał w ciągu trzech tygodni przerwy w swojej niekończącej się trasie. Więc się nie spodziewajcie superprodukcji. Fajerwerki techniczne to ostatnia rzecz jakie tak „korzennej” płycie są potrzebne.
Pod tym względem Tim Barry jest tak oldschoolowy że aż nowoczesny. Bo niczym pieśniarz czasów wielkiego kryzysu nie nagrywa się w drogich studiach, nie ma hucznej promocji, nie prowadzi zdrowego tryby życia (non stop piwo i papieros w ręce, a fee! :), a jego żywiołem jest kontakt z publiką i piosenki z życia wzięte. A nowatorski, bo chyba dokonuje się akurat przewartościowanie, wedle którego ostatecznym celem wykonawcy będzie już koncert a nie płyta. Ale ja tę płytę oczywiście mam i nie oddam!
Najwięcej na tym albumie kawałków akustycznych i ascetycznych. Tylko na wokal i skromną gitarę bez prądu, albo oszczędne pianino („Moving On Blue”). One wprawdzie śliczne, ale w większej dawce mogłyby zdołować, zwłaszcza jak im czasem delikatnie przygrywa orkiestra pogrzebowa („With Ease I Leave”). Timowi w takich pieśniach blisko do szlachetnej posępności w głosie jaką miał Johnny Cash przed śmiercią :). Wszyscy nie cierpią jak im podczas imprezy coś takiego włączę, więc w tych momentach ta płyta może być nie tyle mniej porywająca, co po prostu trudna. Ale są poprzeplatane kawałkami w których wrzuca czwarty bieg i wtedy mój głód intensywnych doznań zostaje zaspokojony, jak np. „Memento Mori”. Tim podnosi głos i tempo, melodia urzeka i od razu mam gęsią skórkę. Jest szczypta klasycznego jowialnego country („Downtown”), ale przede wszystkim, jako bodaj jedyny ze wszystkich punkowych songwriterów, Tim Barry zauważył, że ma nie tak daleko do Nowego Orleanu („Will Travel”). A kilka tych piosenek z nieco bogatszą, quasi nowo-orleańsko aranżacją, ma tak kapitalne brzmienie i chwytliwe melodie, że aż chce się tańczyć.
Ten rodzaj amerykańskiego, miejskiego folku (bo jednak nie country), ma mocno „industrialno-bardowsko” zakorzenienienie i włóczęgowski charakter. Czego symbolem są co rusz pojawiające się na okładkach płyt Tima Barry’ego, pociągi.
Nie jestem pewien czy gdyby to nie był wokalista z Avail, to czy z równą ekscytacją bym sięgał po jego kolejne płyty, ale ponieważ jest z punkowej bandy i w większości kawałków wyłazi z niego punkrockowiec z krwi i kości, więc ja te piosenki łykam jako „swoje”, a to oznacza najwyższe uznanie… (B)
 

Brak dodatkowych zdjeć produktu.