Zespoły
 
Wydawcy
 

HEYOKA - Etat Des Lieux LP

HEYOKA - Etat Des Lieux LP
Kliknij żeby powiększyć
Cena: 45.00zł

Po wieloletniej przerwie nowa płyta francuskiej Heyoki. Melodyjny punk rock na poziomie Post Regimentu, plus niepowtarzalny francuski smaczek.

A1         Sous Contrôle       
A2         Etat Des Lieux       
A3         Heuchler       
A4         Dans L'Ombre       
A5         L'envers Du Décor       
A6         Carnage       
B1         Yes Futur       
B2         Révoltes       
B3         Manifeste       
B4         Piqueteros       
B5         Dernier Souffle       
B6         Avant L'Orage

do posluchania jeden kawałek

http://malokadistro.com/Ressources/Ogg/Heyoka_DanslOmbre.ogg

recenzja Pasazer 30

HEYOKA - Etat des lieux
Oprócz tego, że nie lubią myspace, to niestety nie lubią też języka angielskiego, więc moja wiedza o niuansach i smaczkach będzie szczątkowa, jak o większości francuskiego punka zresztą, który z racji bariery językowej jest ciągle egzotyczny. Heyoka grała w latach 1991-1997, kiedy wydali rewelacyjną płytę Demain Sera, choć w zasadzie to pierwsze demo było tym które skradło mi serce... Wszystko to (z singlami i fragmentami live) upakowano niedawno do retrospektywnego, podwójnego digipacka, o czym zresztą miałem przyjemność dać Wam cynk już wcześniej.
W tym momencie najważniejsze jest, że po 15 latach, zespół nie dość, że wrócił godnie do świata żywych, to nagrał premierową płytę - nowe piosenki, które są tak samo zajebiste jak tamte… Jeśli więc wiecie o francuskim punku tylko tyle, że kiedyś było Berurier Noir, a teraz najfajniejszym zespołem jest La Fraction, to wbijcie sobie jeszcze do głowy nazwę Heyoka!
Nie wiem czy grali gdzieś w międzyczasie, ale brzmią tutaj tak energicznie jakby nie mieli żadnej przerwy. Jeśli chodzi o poziom melodyjności i energetyczności to wyświechtanym porównaniem jest Post Regiment, ale się tutaj siłą rzeczy narzuca - tak mniej więcej brzmieli warszawiacy między pierwszą, a drugą płytą. Numery Heyoki kąsają, a nie głaszczą; są ucholepne na maxa, ale nie nachalne i nie przesłodzone. Najpierw przelatują jak burza, a dopiero potem widać jak fajnie są poukładane. Przy czym to jest punk rock po prostu, bez żadnych przedrostków, czyli starej daty, ale wcale nie sprawia wrażenia archaicznego. Oryginalności daje mu szczypta typowo francuskiego patosu, takiego rodem z pieśni partyzancko-rewolucyjnych czy anarchistycznych, często w marszowym tempie („Etat Des Lieux”). Częstym przerywnikiem jest odgłos tłumu, a w tle tego wszystkiego kapitalnie podkolorowujące, oryginalnie rozplanowane chóry. Majstersztyk! No i sporo „francuszczyzny” słychać w świetnym damskim wokalu (dośpiewuje też gitarzysta). Chociaż jeden kawałek jest ni z gruchy ni z pietruchy po niemiecku, to brzmi jakby był po francusku .
Czuje że ta płyta będzie hitem tego lata. Niby nic nowego, nawet nie ma kombinowania z formułą, bo formuła jest identyczna jak ongiś, a jednak elektryzujące są te piosenki dosłownie jak te kable na wysokich słupach.
Niestety za wiele o tekstach nie powiem, bo francuski oblałem na ustnym… Ale autochtoni chwalą, że analityczne, inteligentne i wciąż na temat - że zespół wciąż potrafi krytycznie i w ciekawy sposób spojrzeć na to co dookoła i zachęcić do oddolnej aktywności. I na mój laicki łeb, ta płyta wydaje się znakomitym soundtrackiem zarówno pod zakładanie nowych skłotów, jak pod rozbijanie bankomatów, podpalanie urzędów skarbowych i rabowanie banków, zwłaszcza tych dużych. I to nie jest wcale żarcik na koniec! (B) (Maloka) 

Brak dodatkowych zdjeć produktu.