Zespoły
 
Wydawcy
 

NOFX - Self/Entitled CD

NOFX - Self/Entitled  CD
Kliknij żeby powiększyć
Cena: 49.00zł
Producent: Fat Wreck Chords

Nowa płyta NOFX, Kalifornijsko przebojowa, sarkastycznie dowcipna, ale tym razem na tapecie mamy tak znane punkom tematy jak religia, polityka i... s/m. Hit! recenzja ponizej.

After more than a quarter century as a band, not only is NOFX not slowing things down, but they're actually getting more aggressive. It's like they've got some sort of Benjamin Button shit going on. "Self/Entitled" is NOFX's 12th studio full-length, yet it feels as potent as any material they've ever released. Rather than drifting off into a land of forgettable and mindless rehashes of their older material like many other veteran acts, NOFX approached "Self/Entitled" with a reinvigorated virility. The 12 tracks fully embrace the hostile early L.A. punk sound while maintaining just the right amount of that trademark technical and melodic sound that NOFX is renowned for. As with all NOFX albums, the subject matter on "Self/Entitled" is diverse (politics, religion, S&M, etc.), but there is a more cohesive mood this time around. The majority of the songs display a more personal perspective from Fat Mike, which lends a more intimate feeling to the album overall. Vinyl version includes a download card good for one free download of the album in MP3 format.

1.     72 Hookers
2.     I Believe In Goddess
3.     Ronnie & Mags
4.     She Didn't Lose Her Baby
5.     Secret Society
6.     I, Fatty
      
7.     Cell Out
8.     Down With The Ship
9.     My Sycophant Others
10.     This Machine Is 4
11.     I've Got One Jealous Again, Again
12.     Xmas Has Been X'ed
      
recenzja pAsazer 30
NOFX - Self Entitled
No, a tutaj już mamy „normalny” NOFX który pokochało miliony „punków z supermarketu”, oraz obdarzył pogardą niejeden sceners. Zupełnie bez sensu, bo odkąd zaczęli wkurwiać właściwych ludzi, w ich błazenadach znajduję całkiem dużo sensu i zdrowej prowokacji. Pomyślcie, że premiera tej płyty miała miejsce 11 września. A teraz wyobraźcie sobie polski zespół ze statusem gwiazdy, który by się odważył kłapać dziobem, że wydają album 10 kwietnia… Toż ABW by ich załaskotało na śmierć.
Po średnim, by nie powiedzieć nieudanym albumie „Coaster” ta płyta jest niemal tak wystrzałowa jak pamiętny „War On Errorism” który sprawił, że zacząłem się nie tylko interesować tym zespołem, ale wręcz zostałem fanem. Bawią mnie dowcipy, cieszą melodie, pełen podziwu jestem dla kunsztu muzycznego i luzu z jakim grają.
Postawili tym razem na klasyczne melancholijne kalifornijskie brzmienie i ładne melodie. Po linii Bad Religion spotyka No Use For A Name. Bez przekombinowanych aranżacji i matematycznie wymierzonych 40 zmian tempa na kawałek. Punkowa, mocna szybka galopada sekcji i liryczne gitary czy wręcz sentymentalne melodie. „She Didn’t Lose Her Baby” brzmi jak No Use For A Name z ich najlepszych lat. Aż dziw bierze, że nie ma dedykacji dla zmarłego Tony Sly’a.
Poczucie humoru jest dawkowane oszczędnie, na zasadzie puszczania oka, a nie pierdzenia na cały regulator. „She Down With The Ship” to kliniczny przykład stylu opisanego powyżej, ale jak się ktoś niezdrowo rozmigdalił, to „śmiertelnie poważna” solówka w stylu późnego Scorpions go otrzeźwi :).
Solidną lekcję historii najnowszej mamy w uroczo punkowo prymitywnym kawałku „Ronnie & Mags”. O tej zdolnej parze która zapisała się w historii punka jak nikt inny i nawet Georgowi ostatnio nie udało się ich pobić, choć bardzo się starał. Żarty żartami - kapela dobrze pamięta pierwszą połowę lat 80-tych i tych wszystkich Contras, Czerwonych Khmerów, czy zamykanie kopalń w Anglii etc.
Ale Fat Mike ma też rewolucyjne koncepcje dotyczące bieżącej sytuacji politycznej. Najbardziej wizjonerska jawi się propozycja przeorganizowania całej polityki bliskowschodniej Stanów Zjednoczonych. Nie wiem czy Waszyngton już to realizuje, czy tylko nie dostali jeszcze tej płyty, ale powinni rozważyć przywrócenie poboru, powołanie do służby 100 000 profesjonalistek i wysłanie ich do Afganistanu, gdzie zrobią loda każdemu terroryście, dzięki czemu terroryści przestaną wskakiwać do samolotów z bombami w walizkach. A taki manewr sugeruje NOFX w kawałku „72 Hookers”. Najlepsze że idea wzięła się z autentycznego filmu „72 Virgins” o 16 letnich terrorystach zamachowcach których bomba nie wybuchłą i wpadli. Przesłuchiwani nie wiedzieli o co kaman z tą Ameryką, którą chcieli zniszczyć, ale działała im na wyobraźnie wizja oddanych do ich dyspozycji dziewic w raju.
Uroczo smutna, ale i przewrotnie dowcipna jest ballada „I’ve Got One Jealous Again, again… ,”. Jakby remake kawałka z “War on Errorism”, który był miłosnym wyznaniem do żony w kontekście punkowych płyt. Tym razem jest to samo, ale przez pryzmat… rozwodu. Tak, tak, po 19 latach małżeństwa Fat Mike rozwiódł się z Erin. Piosenka jest o podziale majątku. Pal licho dom, ale ona zabrała też część płyt!
Jest piosenka o ulubionym sporcie Fat Mike którym jest obecnie S/M, o czym opowiada bez krempacji, że to taki sam sex jak każdy inny tylko gorętszy :). Ostatnio nagrał muzykę do jakiegoś filmu fetysz-porno, ale to jest dość łatwe chyba… No i wszystko to jest autentycznie zabawne, ale bez zniżania się do poziom humoru fekalnego. Czytając tekst „Xmas Has Been X’ed” o tym, że skoro Dawkins udowodnił, że Jezus nigdy nie istniał, trzeba będzie zlikwidować święta, zakupy i prezenty, aż wybuchnąłem śmiechem.
Można nie przepadać, ale nie sposób zignorować. Ta płyta to NOFX bez przegięć, w świetnej formie i w swoim najlepszym stylu. Ja to „kupuje”. (B) (Fat Wreck)

Brak dodatkowych zdjeć produktu.